Pierwsza odsłona 74. Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie przyniosła polskim kibicom umiarkowane powody do satysfakcji, ale i wyraźny sygnał, kto w tym sezonie rozdaje karty. Wśród biało-czerwonych najjaśniej zaprezentował się Kacper Tomasiak z LKS Klimczok Bystra, który w swoim debiucie w tej prestiżowej rywalizacji okazał się najrówniejszym z Polaków.
Skoki na odległość 128,5 oraz 131,5 metra zapewniły młodemu zawodnikowi bezpieczny awans do finału i miejsce w połowie drugiej dziesiątki. Ostatecznie zakończył konkurs na 14. pozycji, co można odczytywać jako potwierdzenie stabilnej formy i odporności na presję dużej imprezy.
Z pozostałych reprezentantów regionu Beskidów jedynie Paweł Wąsek może mówić o częściowo spełnionych oczekiwaniach. Skoczek WSS Wisła w Wiśle najpierw minimalnie pokonał w serii KO Macieja Kota, a następnie oddał krótszy skok w finale. Dało mu to 28. miejsce – wynik bez fajerwerków, lecz pozwalający zachować miejsce w rywalizacji.
Znacznie mniej powodów do zadowolenia miał Piotr Żyła. Jego 123 metry nie wystarczyły do wyeliminowania Estończyka Arttiego Aigro, który odleciał wyraźnie dalej. Doświadczony wiślanin zakończył zawody dopiero na 36. pozycji. Kamil Stoch zaprezentował się solidnie, dwukrotnie lądując w okolicach 131 metra, co przełożyło się na 17. miejsce.
Rywalom złudzeń nie pozostawił jednak Domen Prevc. Słoweniec zdominował konkurs, osiągając imponujące 141,5 i 140 metrów, wyprzedzając konkurencję o kilkanaście punktów. Na podium znaleźli się także Daniel Tschofenig oraz – pierwotnie – Timi Zajc. Ostatecznie jednak Słoweniec został zdyskwalifikowany za nieprzepisowy kombinezon, co otworzyło drogę do trzeciego miejsca Felixowi Hoffmannowi, najlepszemu z Niemców.
Inauguracja Turnieju Czterech Skoczni pokazała wyraźnie: Polacy potrafią punktować, ale w walce o zwycięstwo muszą jeszcze znaleźć sposób na jednego, wyraźnie „odklejonego” od reszty stawki faworyta.
Źródło: sportowebeskidy.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze