Sobota wieczorem, która w górskim kompleksie Kocierz miała upłynąć pod znakiem radości i muzyki, nagle przerodziła się w dramat. Tuż po godzinie 19:40 służby ratunkowe otrzymały zgłoszenie o pożarze restauracji „Baciarska Chata”. Ogień, jak wynika ze wstępnych ustaleń, pojawił się w przewodzie kominowym i w krótkim czasie objął cały budynek.
Drewniana konstrukcja obiektu okazała się bezlitosnym sprzymierzeńcem żywiołu. Płomienie rozprzestrzeniały się błyskawicznie, pozostawiając niewiele czasu na reakcję. — Przy tego typu zabudowie ogień rozwija się wyjątkowo szybko — podkreśla mł. bryg. Krzysztof Cieciak, rzecznik Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Wadowicach.
W chwili wybuchu pożaru w restauracji trwało wesele, w którym uczestniczyło blisko sto osób. Zaledwie kilka minut wystarczyło, by atmosfera beztroskiej zabawy ustąpiła miejsca nerwowej ewakuacji. Kluczową rolę odegrały jednak systemy bezpieczeństwa. Czujki dymu zadziałały prawidłowo, a personel wdrożył procedury jeszcze przed przyjazdem służb ratunkowych. Goście opuścili budynek bezpiecznie, co właściciele obiektu podkreślili w oficjalnym oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych.
Bilans zdarzenia jest jednak poważny. Osiem osób odniosło obrażenia, w tym dwóch strażaków biorących udział w akcji gaśniczej. Jeden z nich doznał poparzeń rąk i został przetransportowany do specjalistycznego Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Drugi ratownik skręcił nogę, lecz jego obrażenia nie wymagały hospitalizacji. Trzy osoby uczestniczące w weselu trafiły do szpitala z objawami podtrucia dymem, pozostałym udzielono pomocy na miejscu.
Akcja gaśnicza trwała niemal trzy godziny i angażowała aż 148 strażaków. Choć ogień udało się opanować, samej restauracji nie udało się uratować — „Baciarska Chata” spłonęła doszczętnie. Zniszczenia są rozległe, a wstępne szacunki wskazują, że straty mogą sięgać milionów złotych. Budynek miał powierzchnię około 800 metrów kwadratowych.
W niedzielny poranek na miejscu pojawili się biegli z zakresu pożarnictwa oraz policji, którzy mają ustalić dokładną przyczynę zdarzenia. Strażacy nadal doglądają pogorzeliska, by wykluczyć ryzyko ponownego zapłonu. Mieszkańcy i właściciele obiektu nie kryją wstrząsu, choć zgodnie podkreślają, że w obliczu skali pożaru najważniejsze jest jedno — nikt nie stracił życia, a ogień nie rozprzestrzenił się na pozostałe zabudowania resortu.
Właściciele karczmy oraz przedstawiciele kompleksu Kocierz publicznie podziękowali strażakom, służbom ratunkowym i personelowi za sprawną, profesjonalną akcję. Jak zaznaczają, pozostała część obiektu funkcjonuje normalnie.
Gdyby nie szybka reakcja obsługi i sprawnie działający system alarmowy, sobotni wieczór mógł zakończyć się tragedią o znacznie większej skali.
Źródło: DzikieRadio®
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze