Mecz w Milówce pełen napięcia i zwrotów akcji zakończył się triumfem gospodarzy. Pomimo wyrównania w końcówce przez zespół z Leśnej, Podhalanka zdecydowanie wykorzystała swoje szanse w doliczonym czasie gry.
Spotkanie Podhalanki Milówka z LKS-em Leśna przez długi czas zmierzało w stronę podziału punktów, choć od pierwszych minut więcej z gry mieli gospodarze. Drużyna z Milówki częściej utrzymywała się przy piłce, potrafiła stworzyć groźne sytuacje i narzucić rywalom swoje tempo. Brakowało im tylko skutecznego wykończenia akcji.
To w dużej mierze zasługa bramkarza gości Radosława Pietrasika, który kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą bramki. Podhalanka przeważała, miała inicjatywę przez długie fragmenty meczu, ale mimo tego nie potrafiła wcześniej zamknąć spotkania. Po zmianie stron gospodarze wreszcie znaleźli drogę do siatki i w 50. minucie objęli prowadzenie.
Zespół z Leśnej nie zamierzał składać broni. W 84. minucie, po akcji lewym skrzydłem Andrzeja Nowakowskiego, do wyrównania doprowadził Jakub Jurowski. Napastnik oddał precyzyjny, płaski strzał, a piłka po odbiciu od słupka wpadła do bramki. Ten gol dodał gościom odwagi i w końcówce ruszyli po pełną pulę, mocno odsłaniając przy tym własną defensywę.
Podhalanka wykorzystała większą ilość miejsca na boisku bezlitosnie. W 90. oraz 94. minucie gospodarze ponownie pokonali Pietrasika i przypieczętowali zwycięstwo. Po ostatnim gwizdku nie brakowało opinii, że triumf drużyny z Milówki był w pełni sprawiedliwy. – Wygrał zespół zdecydowanie lepszy. Remis byłby dla nas niezwykle szczęśliwy – ocenił prezes LKS-u Leśna Piotr Raczek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze