W Wilkowicach narasta dyskusja wokół systemu naliczania opłat za odbiór odpadów komunalnych. Mieszkańcy coraz głośniej kwestionują zasadność powiązania wysokości rachunku za śmieci z ilością zużytej wody, uznając tę metodę za niesprawiedliwą i oderwaną od faktycznej produkcji odpadów. Władze gminy odpowiadają jednak, że to rozwiązanie najskuteczniej chroni system przed nadużyciami.
Prawo dopuszcza cztery sposoby ustalania opłat śmieciowych. W regionie tylko Wilkowice zdecydowały się na tzw. „metodę wodną”. W skali kraju podobny model przyjął niedawno Lublin, traktując go jako narzędzie walki z szarą strefą. W Warszawie pomysł ten okazał się jednak krótkotrwały. To właśnie uzależnienie opłaty od zużycia wody budzi dziś największe emocje i bywa kwestionowane przez organy nadzorcze.
Część mieszkańców Wilkowic domaga się odejścia od obecnego rozwiązania. – Problemem jest brak równości. Ilość zużytej wody nie ma bezpośredniego związku z ilością wytwarzanych śmieci – podkreśla pani Agnieszka, jedna z inicjatorek zmian. Jak zauważa, liczne orzeczenia sądów oraz stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich wskazują na zasadę „zanieczyszczający płaci”, którą najlepiej realizuje metoda naliczania opłat od liczby mieszkańców.
Zwolennicy zmian planują w sobotę, w godzinach 15.00–17.00, zbiórkę podpisów pod petycją przed Urzędem Gminy w Wilkowicach. Dokument ma następnie trafić na biurko władz samorządowych.
Wójt Wilkowic, Maciej Mrówka, przekonuje jednak, że obecny system ma swoje zalety. – To metoda szczelna, bo każdy korzysta z wody. Przy opłacie „od osoby” takiej pewności nie ma – argumentuje. Dodaje również, że w gminie, gdzie zasoby wody są ograniczone, system ten sprzyja jej oszczędzaniu.
Samorządowiec zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt. – Jeśli ktoś wyjeżdża na dłużej i nie zużywa wody, płaci mniej za śmieci. Przy metodzie „od osoby” stawka musiałaby wynosić około 45 zł miesięcznie. Tymczasem statystyczny mieszkaniec zużywa 3 m³ wody i płaci porównywalną kwotę, a oszczędzając może zapłacić jeszcze mniej – wyjaśnia wójt.
System ma jednak swoje słabe strony. Podlewanie ogrodu czy korzystanie z basenu latem znacząco podnosi zużycie wody, a tym samym rachunek za śmieci – nawet jeśli ilość odpadów nie wzrasta.
Dodatkowe emocje wzbudziła ostatnia podwyżka stawki z 13 do 15 zł za metr sześcienny wody. – Rosną koszty funkcjonowania systemu. Zakład Gospodarki Odpadami od września znacząco podniósł ceny, choćby za odbiór tekstyliów, gdzie koszt tony wzrósł z 550 do 1500 zł – tłumaczy Mrówka. Jak podkreśla, gmina dąży do tego, by opłaty w jak największym stopniu pokrywały rzeczywiste wydatki, bo dopłacanie z innych dochodów oznaczałoby rezygnację z inwestycji.
Wójt deklaruje jednocześnie otwartość na dialog i zaprasza mieszkańców do rozmów oraz zgłaszania uwag.
Źródło: Żywiecka Kronika Beskidzka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze