Referendum bez rozstrzygnięcia: mieszkańcy Jeleśni chcieli zmiany, ale zabrakło frekwencji
W ustawowym terminie grupa inicjatywna zgromadziła 1318 podpisów poparcia pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania wójt gminy Jeleśnia, Anny Wasilewskiej. Głosowanie wyznaczono na 7 grudnia, a jego wynik — choć jednoznaczny w warstwie deklaracji — nie przyniósł skutków prawnych.
Do urn stawiło się 1470 osób spośród 10 333 uprawnionych, co przełożyło się na frekwencję zaledwie 14,23 proc. To zdecydowanie za mało, by referendum mogło zostać uznane za ważne. Obowiązujące przepisy wymagały udziału co najmniej 3556 wyborców.
Oddano 1462 głosy ważne oraz 8 nieważnych. Aż 1356 mieszkańców opowiedziało się za odwołaniem urzędującej wójt, przeciw było 106 osób. Wynik pokazuje wyraźną przewagę zwolenników zmiany, jednak niska mobilizacja społeczna przesądziła o braku skuteczności głosowania.
Jak wynika z nieoficjalnych danych, podobny scenariusz miał miejsce również w sąsiednich gminach, gdzie mimo silnych emocji i jednoznacznych opinii głosujących, referenda nie osiągnęły wymaganych progów frekwencyjnych. To kolejny przykład na to, że nawet wyraźny sprzeciw społeczny nie zawsze przekłada się na formalne konsekwencje, jeśli zabraknie powszechnego udziału mieszkańców.
Referendum w Jeleśni pozostaje więc ważnym sygnałem nastrojów społecznych, lecz bez wpływu na bieg lokalnej polityki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze