W kontrolnym meczu poza ligowym kontekstem Iskra Rybarzowice zdominowała Borów Pietrzykowice, wygrywając 5:1. Trener Borów podkreślił, że wynik był drugorzędny, a drużyna skupia się na ciężkich treningach i budowaniu formy.
Kontrolne starcie Borów Pietrzykowice z Iskrą Rybarzowice pojawiło się w kalendarzu niejako z doskoku i – jak się okazało – miało przebieg daleki od ligowych przewidywań. Hierarchia znana z rozgrywek ligowych w tym meczu zeszła na dalszy plan.
Na boisku wyraźnie lepiej zaprezentowała się Iskra, od pierwszych minut narzucając swoje warunki gry. Skutecznością popisali się Jakub Caputa, Kacper Śleziak, Dominik Śleziak oraz Jakub Krawczyk.
Caputa dwukrotnie znalazł drogę do siatki, a łącznie drużyna z Rybarzowic pięć razy pokonała bramkarza Borów. Gospodarzy stać było jedynie na honorowe trafienie – przy stanie 0:4 precyzyjne podanie Kacpra Mrowca wykorzystał Rafał Duraj.
Suchy wynik to jedno, dużo ciekawsze były kulisy tego sparingu. Trener Borów, Marek Makarewicz, mówił otwarcie, że rezultat miał dla niego znaczenie drugoplanowe. Zaznaczył też, że zespół jest na etapie ciężkiej pracy fizycznej, a intensywny mikrocykl treningowy mocno odbił się na dyspozycji zawodników.
– Dla mnie wynik był sprawą trzecio- czy nawet czwartorzędną, choć widziałem, że drużyna przeżywała go bardziej emocjonalnie. Wysoka porażka wywołała sporo złości w szatni, ale to też element procesu. Skupialiśmy się na motoryce i pracy w beztlenie. Część zawodników miała z tym problem przez brak regularnych treningów. Rywal był ograny meczowo, a my dopiero łapiemy rytm – brakowało nam komunikacji, czucia przestrzeni i współpracy między formacjami – ocenił trener jednej z czołowych ekip ligi okręgowej. Sparing z Iskrą był dla Borów mocnym sygnałem, w jakim miejscu przygotowań obecnie się znajdują. Dla gości był raczej potwierdzeniem solidnej dyspozycji i owocnej pracy wykonanej przed startem sezonu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze