W tym meczu w grze Rekordu nie zadziałało właściwie nic. Bywały spotkania, w których bielszczanie imponowali organizacją gry w obronie, a momentami potrafili również dostarczyć sporo konkretów w ofensywie. Tym razem jednak trudno znaleźć choć jeden element, który można byłoby ocenić pozytywnie po starciu z Chojniczanką.
A przecież początek nie zapowiadał katastrofy. Już w 3. minucie pressing Kacpra Kasprzaka omal nie dał gospodarzom prowadzenia – sytuację uratował znakomitym refleksem Damian Primel. Kilka chwil później, po dobrze zgranej główce Jana Sobocińskiego, zabrakło zawodnika, który zamknąłby akcję strzałem. W odpowiedzi zespół z Chojnic stworzył idealną okazję: Marcin Kozina dograł piłkę do Valerijsa Šabali, który z kilku metrów uderzył obok słupka. Łotysz poprawił się cztery minuty później – po kolejnej asyście Koziny nie pomylił się już z najbliższej odległości.
Od tego momentu gra Rekordu zaczęła się rozsypywać jak domek z kart. W 25. minucie ponownie w roli głównej wystąpił Kozina, a jego podanie precyzyjnym strzałem pod poprzeczkę wykorzystał Damian Michalik. Trzecie trafienie – autorstwa Bartłomieja Eizencharta – dopełniło obrazu słabości gospodarzy. Zawodnik Chojniczanki ograł Dariusza Pawłowskiego i zaskoczył Wiktora Żołneczkę płaskim uderzeniem.
Zmiany personalne przeprowadzone jeszcze przed przerwą oraz w jej trakcie były czytelnym sygnałem, że sztab doskonale rozpoznał problem. Niestety – diagnoza nie przełożyła się na poprawę gry.
Po wznowieniu meczu Rekord próbował odpowiedzieć. Jan Ciućka sprawdził czujność Primela strzałem z dystansu, a Kasprzak miał szansę po rzucie rożnym, ale nie trafił w piłkę z kilku metrów. Tymczasem Chojniczanka potrzebowała niespełna pięciu minut, by dobić rywali dwoma kolejnymi ciosami. Najpierw bez pressingu rozegrała akcję tuż przed polem karnym, którą widowiskowym „wolejem” wykończył Šabala. Chwilę później ponownie błysnął Kozina – jego rajd w poprzek „szesnastki” zakończył mocnym strzałem Michalik, kompletując swój dublet.
Taki rozmiar porażki na własnym stadionie to coś, czego nie pamiętają nawet najstarsi kibice. Rekord „poprawił” tym samym niechlubne osiągnięcie z marca 2022 roku, kiedy uległ Gwarkowi Tarnowskie Góry 0:4. Teraz było jeszcze gorzej.
W sobotę o 13:00 bielszczanie rozpoczną rundę rewanżową domowym meczem przeciwko drugiemu zespołowi Śląska Wrocław. To spotkanie będzie dla nich poważnym testem mentalnym.
0:1 Šabala (20.)
0:2 Michalik (25.)
0:3 Eizenchart (36.)
0:4 Šabala (65.)
0:5 Michalik (69.)
Rekord: Żołneczko – Pawłowski (46. Kempny), Boczek, Sobociński, Żyrek (37. Śliwka), Ściślak, Ryś, Ciućka, Łaski (46. Świderski), Klichowicz (37. Poznański), Kasprzak (73. Sapiński)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze